Ela
Witaj Sylwio !:)
Ja dopiero od dwoch dni jestem w domu. Jak widzisz duzo jeszcze podrozowalam i nie mialam mozliwosci skonfrontowania sie z rzeczywistoscia w ktorej zyje... teraz jednak dopiero wiem, co to znaczylo, jak odrazu dziewczyny wracaly do swojego miejsca...
do swoich srodowisk w ktorych zyja...
Ja czulam sie silna i bezpieczna, gdy wyjezdzalam z Sabinowa....i tak bylo przez caly czas podrozy.Mialam juz inna swiadomosc tego co mnie spotyka, wiedza zdobyta podczas warsztatow pomogla mi wiele zrozumiec.
Mysle sobie, ze chyba tylko ja swoim rozumem i logika bardzo chcialam przezyc to jak najglebiej...ale gdzies tam w zakamarkach duszy...pozostalam nieco zamknieta...
Widzialam jak dziewczyny przezywaja to gleboko...gdzie wtedy byly moje emocje ?.. dlaczego nie mialam tej wrazliwosi, ktora mam na codzien, a ktora mnie wrecz osacza, bo wszystko przezywam tak gleboko...
Sylwio, moja droga... Wiem jak bardzo duzo zalezy ode mnie. Jednak czuje, ze walcze ze soba wewnetrznie by cos zmienic... Czuje wyrazne rozdwojenie na to co powinnam i to co naprawde czuje. Pamietam jak mowilas o naszym EGO.... i to chyba ono tak dominuje ze teraz, to swiadomie sie temu przeciwstawiam .... tak poprostu...
Sylwio, wiem, ze duzo pozytywnego wynioslam z pobytu na warsztatach, potrafilas wspaniale dzielic sie swoja wiedza, wykazujac duzo zrozumienia i taktu. Mam piekne wspomnienia z naszego wspolnego obcowania ,z tych przegadanych wieczorow...ciesze sie ze Cie poznalam i mam wrazenie jakbym Cie znala od dawna !
Pozdrawiam Cie cieplutko.
Warsztaty to coś niesamowitego, do tej pory nie mogę w to uwierzyć :-) To jakieś CZARY!!
Czuje się dobrze, chociaż do tej pory chce mi się plakać.. i to robię ;-)
Mam też duzo pytań do Ciebie i chcialabym się z Tobą spotkać.
Chciałabym Ci bardzo podziękować za to co robisz, bo to jest coś niesamowitego i bezcennego. Nie rezygnuj z tego nigdy!!! DZIĘKUJĘ!
Do usłyszenia.
Pozdrawiam serdecznie
Witam!
Złość jest przecudnym niesamowitym uczuciem...zwłaszcza gdy wypełnia całkowiecie ciało od końców palców u rąk i nóg aż po czubek głowy...daje niesamowitą siłę i poczucie kontroli, władzy nad sobą... co jest jednoznaczne z wyjściem z roli biednej przestraszonej ofiary....
Uczucie niemocy też jest czymś niesamowitym, zwłaszcza w kontekście bycia odpowiedzialnym, za czujeś uczucia...a nie tylko pogodzenia się z czymś nieuchronnym...
Gdy zaczynam odczuwać frustracje w zwiazku z tym, że ktos może coś jakoś czuć przeze mnie to "odpalam" sobie to uczucie niemocy i frustracja mija...
Wiele jest tego...długo by pisać...
W każdym bądź razie uwierzyłam w końcu, że uczucia są jednak bezpieczne... !!!
Może na ten moment niekoniecznie ich wyrażanie ale przeżywanie...dopuszczenie ich do siebie...Nawet moja terapeutka we wtorek była wzruszona...że poczułam empatię do siebie i innych... (skoro się wzruszyła to chyba byłam wiarygodna:)))) )
Mam na ten moment większy kontakt ze sobą...a dziś w nocy obudziłam się bo poczułam tak jakby ktoś mnie ukłuł w kark i "spuściło się" poczucie winy...
myślę, że takich odkryć będzie więcej, dlatego nie chcę się rozpisywać...
miałam napisać po "ustawowych" dwóch tygodniach i zdać relację :) ale skoro dostałam zachęte...:) to skrobnę kilka zdań...
Mam nadzieje że to nieodwracalne..:))
Dla mnie osobiście zadziwiające było, że naszym wspólnym tematem był brak zaufania...
Ale... znalazłam juz wtedy na warsztacie zdarzenie....dopiero w domu sie rozjaśniło...
bo początkowo myślałam ze to głownie wstyd jest z tym zwiazany...
Mam też nadzieje, ze to uczucie pewności będzie się umacniać...
Dotknęłam tak jak Sylwio mówiłaś kawałka swojej tożsamości..czegoś ważnego..
Wydaje mi się też, że pomimo całego oporu mojego dostałam więcej niż się spodziewałam...
Ogólnie apropo metody to kiedyś byłam bardzo sceptyczna jakoś kojarzyło mi się z wróżkami, szamaństwem...
Ale widząc zmiany u koleżanki stwierdziałam, że zaryzykuję...
Nie chciało mi się jechać do Warszawy, wybrałam Mazury, bo wydawało mi się bliżej...no w jedym miejscu z noclegiem..i nie żałuję...mimo lęków,,i mimo, tego że terapeutka mogłaby mi zabronić !!! gdybym sie pochwaliła...
W moim odczuciu... jest to bardzo bezpieczna metoda...
Tutaj raczej czuje jakby to powiedzieć...takie "zakotwiczenie" uczuć..
Będzie dobrze..
Bardzo mi się podobało...domowa atmosfera...dająca poczucie bezpieczeństwa..miły wystrój i kawa i ciachoo i przemiłe sympatyczne towarzystwo...
Ps.4
Chyba też nie chciałam wracać do domu, bo stałam na przystanku i czekałam na autobus spoglądając w przeciwnym kierunku po czym wyjechał mi zza pleców...i musiałam go gonić :)))
Dziękuję Sylwio:)
